Dobry człowiek…

Ponoć jestem dobrym człowiekiem… no nie wiem… nie jestem o tym przekonany… a święty na pewno nie jestem. Jedno wiem: chcę być szczęśliwy… i chciałbym móc się tym szczęściem z kimś podzielić…

Pieniądze szczęścia nie dają – wiem to z autopsji… ale ich brak wpędza w depresję, która może zniszczyć coś pięknego… to też już wiem.

Jestem silny… ale czasem mam tego wszystkiego dosyć. Nie jestem w stanie wziąć na siebie tyle ile wydaje mi się, że powinienem… a może nikt ode mnie tego nie wymaga… może po prostu mam być sobą?…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

…dbaj o swoje Słoneczko …puki świeci dla ciebie…

Miliardy ludzi… morza głów i serc… i każdy mniej lub bardziej samotny. Ranimy się, nie doceniamy, gubimy i nie dostrzegamy szczęścia, które tli się tuż obok i tylko czeka na mały gest… malutkie coś, co pozwoli zapłonąć, a później to już tylko trzeba dbać o ten żar i ogień… aby nie zgasł… żeby się nie zdusił… wystarczy dbać… tylko trzeba pamiętać… nie wpaść w rutynę… Przepraszam!… jestem głupi.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Bezkresna toń…

Człowiek jest jak statek płynący po falach pięknego, szczęśliwego i beztroskiego życia. Płyniemy radośni i w poczuciu otaczającego nas bezmiaru piękna. Ludzie wokół są radośni i uczynni i równie szczęśliwi jak inni. Wszystko wokół pulsuje wręcz euforią i zadowoleniem… Płyniemy… płyniemy… i tylko jakoś coraz bliżej dna… nie – to nie płycizna – dno się zbliża… powierzchnia oddala. Czyżby to była łódź podwodna?… tak – bardzo podwodna… toniemy… toniemy… i do cholery nawet nie wiemy, kiedy w końcu utoniemy… kiedy czasownik przejdzie w dokonany… Ja już mam dosyć – chcę dotknąć dna… złapać i trzymać się… niżej już nie upadnę. Może ktoś chce kupić nerkę? Oddam za odrobinę szczęścia i spokoju ducha…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Nie ma już nic…

chwytaj szczęście… tak łapczywie, jak tylko potrafisz… łap i trzymaj… i nie puszczaj…

Nic nie mam, nic nie znaczę, jestem nikim a wokół mnie pustka. Nie nadaję się tutaj. Ludzie są dziwni i wyrachowani… a jak nie, to są równie popierwiastkowani jak ja… Bycie tutaj nie ma sensu. Sens odpłynął pobliską rzeczką zanosząc się szyderczym śmiechem ze słowami „a nie mówiłem?”… po czym spokojnie zjadł drugie śniadanie i zajął się następnym nieszczęśnikiem, zostawiając mnie samemu sobie… małego, nigdy niedorastającego człowieczka, który kiedyś chciał być kimś… bardzo kiedyś – chciał być… a teraz już nie chce. O piękna nicości… żebym był ciebie pewien podążyłbym za twoim światłem… ale może to kolejna ułuda?… może następna pułapka?… i za rogiem niebytu kryje się ponowne żałosne istnienie… to wszytko jest do dupy.

tęsknię… i jest mi źle… jest pusto i byle jak. ja tak nie chcę!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

:(

Czarno to widzę… Jest na tyle beznadziejnie, że nawet pisać mi się nie chce. Już nawet nie śnię… nadzieja, której tak naprawdę chyba nigdy nie dotknąłem – ucieka… Jest mnie coraz mniej a mrok tlący się paradoksem bezsensu coraz bardziej oślepia i wypala swoją czernią szeroko otwarte, bezsenne oczy naiwnej istoty gapiącej się w ekran w nadziei, że coś sensownego w niego wklepie. Bezsens istnienia dobija resztkę pracujących szarych komórek zbitych w małą, mroczną sieć neuronową gdzieś na peryferiach płata czołowego. Skupiają się w nadziei, że otoczka z kośćca odgradzająca je od świata zewnętrznego jest w stanie je przed czymkolwiek ochronić… ułuda – nadzieja idioty i jego niedorozwiniętego istnienia… gdyby nie był idiotą nie wierzyłby w coś takiego, jak nadzieja… jak uczucia… jak dobro… jak istnienie. Świat jest ułudą, ale będzie istniał bez nas… jesteśmy niczym zera w nieskończoności… ile nas się tu zmieści?… całe mnóstwo… ale i nic. Bez nas będzie tak samo: wszechświat (wielka nicość) i kilka małych materialnych wyjątków powstałych z energetycznej implozji początkującej paradoksalnie eksplozję materii i życia w ilości tak niesamowicie wielkiej, że aż pomijalnej w skali znanych nam wymiarów… Życie to kaprys natury, a człowiek to jej wynaturzenie… Sam ze sobą… Sam dla siebie… Sam. …i do tego sam nie wiem czego chcę… bo na pewno nie być szczęśliwym. Szczęśliwy człowiek – szczerzy się do życia, a ono do niego… myśli o sobie, dba o siebie, dogadza sobie, istnieje dla siebie, robi sobie dzieci i sobie je wychowuje, życzy sobie wszystkiego najlepszego i jest swoim najlepszym przyjacielem… i jeszcze chce, żeby wszytko kręciło się wokół niego. A ja… chyba nie za bardzo. Ani ja pępek wszechświata… ani ktokolwiek… ani nawet dobry satelita dla szczęśliwca – ja to nic. Jesteśmy tym, co mamy i co możemy mieć… i co chcemy mieć i co może mieć będziemy – a ja już nic nie chcę. Brak aspiracji, brak pewności, brak atrakcyjności, brak posiadania, brak weny, brak chęci do życia, brak pomysłów… jeden wielki BRAK – to JA!

Jestem nikim – i niech tak pozostanie.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Po urlopie … ? …

Nic się nie zmienia…

Urlop – czas odpoczynku. Yhmmm…. tylko ciekawe od czego…. i po co?… i po czym!? Nie wiem co mnie tu w zasadzie trzyma – chyba jakieś poczucie obowiązku wypełniania swojej bezsensownej misji. Cały czas kołacze mi się myśl, że tak naprawdę, to jestem tu za karę… musiałem gdzieś zrobić coś naprawdę obrzydliwego, że jestem tutaj, teraz i w tym ciele. Nie było mnie ponad 2 miesiące. Chciałem coś poukładać. Chciałem dobrze – a wyszło jak zwykle. Stracony czas, ale przecież nie mam czego żałować bo dostałem od życia aż za dużo… na to aby być nie do końca szczęśliwym, aby móc odnosić spektakularne porażki i nic nie znaczące sukcesy, by móc spojrzeć w lustro i widzieć, że stoi tam Nikt, aby dalej być bezpłciową dobrą duszą w której nikt nie dopatruj się mężczyzny, po to, żeby dalej się podkładać wierząc, że coś się kiedyś zmieni i choć trochę szczerze się uśmiechnę.

Tak naprawdę mnie nie ma. Jestem dla wszystkich, ich szczęście jest dla mnie motorem działania i zgubą dla własnego istnienia. Nie ma dla mnie mnie… jest tylko to, co zrobiłem lub jestem w stanie zrobić dla otoczenia. Ogólne szczęście wokół mnie mnie uszczęśliwi… G.Prawda! Jestem nieszczęśliwy – dlatego, że tu jestem, że oddycham,  że klepię teraz w te klawisze, że nie mogę być szczęśliwy, że daję zamiast brać, że myślę o innych, że nie jestem facetem, że wszyscy ignorują mnie i moje potrzeby, że ponoć jestem dobry, że nie potrafię być chamem, że nie chcę oszukiwać i kłamać… choć to ostatnie czasem robię po to, aby to Ktoś poczuł się lepiej… Mam tego wszystkiego serdecznie dość! – tego świata, ludzi i tej cholernej bezsensownej egzystencji. No dobra – przyznaję Freud miał rację… Mam obsesję. Jestem zawsze odrzucany. Kiedyś, teraz… i zapewne w przyszłości również. Swoją postawą pozwalam wszystkim na ignorowanie mnie i moich potrzeb… a to czego najbardziej mi brakuje – to być facetem… ze wszystkimi z tego tytułu bonusami. Tymczasem ja jestem całkowicie bezpłciowy, jestem postrzegany jako istota, nie jako obiekt pożądania i choćby odrobiny zachwytu… nie wzbudzam podziwu, czy choćby szacunku… nie imponuję… jestem totalnie aseksualny (a chyba moja powłoka nie jest aż tak tragiczna!!?!!) Tylko szkoda, że kłóci się to moim punktem widzenia, zakresem oczekiwań i potrzeb. No dobra – oprócz tego, że jestem nieźle popierwiastkowany, to do tego jestem chyba z lekka zboczony, bo ciągle o tym myślę… i i tak nic z tego nie wychodzi. Podobno Kobiety, aby nie pokazać braku zainteresowania (i/lub szacunku) znajdują różne bardzo ważne powody, dla których nie akurat teraz… nie dziś… No więc ja, z krótkimi przerwami miałem… i niestety mam tak przez całe życie. Rozmawiałem niedawno z Koleżanką, która opowiadało, jak to się robi i… kurcze – jak na zdjęciu!… te same zachowania, te same preteksty… ta sama niechęć. Nie ważne Kto i kiedy – zawsze to samo. Patrząc na to, jak to wygląda u innych – w większości przypadków, aby dostać to, czego się chce trzeba być pewnym siebie, zadufanym dupkiem, który muśli tylko o czubku swojego … i daje jasne sygnały: jestem zajebisty – nie ty, to inna. Nieważne: małżeństwo, związek, luźny sex… trzeba to jasno pokazać doprawiając szczyptą upokorzenia i niepewności. Jak nie – to zapomnij… bardziej atrakcyjny od ciebie będzie przypadkowo spoglądający facet i to z nim lepiej się gada i milej spędza czas…. no bo przecież on wie, czego chce… no i pięknie opowiada bajeczki… i jest taki męski i tak pięknie potrafi sprzedać swoje bujdy… wystarczy obejrzeć jakikolwiek film lub spojrzeć w rzeczywistość – tak po prostu jest. A ja tak nie umiem i tyle – jestem jaki jestem i chciałbym też odrobiny szczerości i uczciwości – no bo jak nie to nie… po co uprawiać fikcję. No dobra – koniec pornografii – nie mam ochoty na rozdrapywanie czegoś, co jest we mnie wiecznie świeże i naprawdę – czasem nawet fizycznie boli. Ale jak by na to nie spojrzeć – to jest gwóźdź do mojej mentalnej trumny.

Mam tego wszystkiego serdecznie dosyć! Ale kiedyś, jak już dorosnę… i przestanę się wszystkiego bać – zniknę.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Urlop…

Urlop… a przynajmniej coś w tym rodzaju ;-)

Urlop – czas odpoczynku… ponoć działa kojąco i umila czas… poczekamy, zobaczymy. Tak czy inaczej: na razie brak weny spotęgowany brakiem normalnego sprzętu do pisania (z fizyczną, klikalną klawiaturą) zniechęca skutecznie acz tylko chwilowo do wynurzeń na łamach niniejszego… czegoś ;-)

Pozdrawiam i życzę…. czego tylko można… czego zapragniecie :-)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

13ty…

Ponoć 13ty nie jest taki zły… no ja nie wiem… wczoraj odjąłem sobie ze 13 lat… choć wolałbym hurtem – na całego… Teraz czekam… i wierzę, że to czekanie ma sens… chcę wierzyć!…

Na pewno będzie potrzebna tu jeszcze edycja…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Noc…

Noc jest najgorsza… Myśli czają się i kłębią pod czaszką czekając tylko aż zostaniesz sam – wtedy atakują. Nie dają żadnych szans, nie ma ucieczki, nie ma lekarstwa… tylko Ty, martwa przestrzeń i one – te najstraszniejsze, mroczne, szare i bez nadziei… powoli obezwładniają i koją początkowy strach złudną nadzieją, żeby zaatakować ze zdwojoną siła i obezwładnić, ubezwłasnowolnić Twoją świadomość, która uwięziona na niewielkiej przestrzeni ograniczonej pojemnością czaszki, zasad i konwenansów balansuje na granicy szaleństwa niebezpiecznie zbliżając się do kresu… I wtedy wschód ratuje Cię z opresji – udziela kredytu nadziei i pozwala żyć ułudą – do zmroku… Noc odbierze odsetki i niczym bezwzględny komornik pozbawi Cię jestestwa…

A tymczasem… Dobrej Nocy…

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | Skomentuj

Uczucia…

Uczucia, to coś co ma być w nas szczególne, co ponoć odróżnia nas od reszty otaczającego ekosystemu… ciekawe. Bardzo interesujące wręcz, dlaczego właściwie odmawiamy ich zwierzętom – prawdopodobnie dlatego, że chcemy być od nich lepsi. A co to jest?… Jak je odczuwamy?… Wszyscy znamy strach czy radość, ale przecież nie możemy ich odmówić zwierzętom… ba! niektóre badania nawet wskazują, na reakcje roślin mogące świadczyć iż odczuwają one pewną formę tych doznań… a więc w czym jesteśmy szczególni?…

Smutek

To też uczucie... i stan permanentny.

Miłość – chyba już nie wiem co to dokładnie jest (a kiedyś myślałem, że wiem) – uczucie intensywne, o sprecyzowanym (zazwyczaj) kierunku, wielkiej mocy i łatwo poddające się wszelkim mutacjom i zwyrodnieniom. Czy zwierzęta to odczuwają, czy też uczucie to jest im obce?… my – ludzie – twierdzimy usilnie, że to co nas urzeka w zachowaniu zwierząt to zwykle przywiązanie, ale wydaje mi się, że nie do końca i tak jak ludzie – zwierzęta potrafią się przywiązać, ale potrafią też prawdziwie kochać… i to całkiem bezinteresownie (pojęcie nieznane znacznej części społeczeństwa). Wszyscy znamy historie o chorych czy umierających ludziach, przy których czuwały ich pupile, niejednokrotnie aż do śmierci głodowej, o poświęceniu zwierząt przy ratowaniu lub obronie swojego „pana”… Hehe.. PANA – tak się nazwaliśmy… sami. Jest jeszcze nienawiść – uczucie bardzo podłe i… to prawdopodobnie jest tym, co odróżnia nas od zwierząt (jak już tak bardzo chcemy). Potrafimy nienawidzić jak chyba nic we wszechświecie. Sztuka nienawiści jest uprawiana i pielęgnowana przez całe pokolenia i chyba nikt z nas nie może się szczycić jej brakiem… nawet Bóg – bo chyba musiał nas bardzo nienawidzić obdarzając tak pokręconą świadomością i każąc nam tu żyć… ponoć jest wszechmocny – a skoro tak, to znaczy, że wszelkie niedoskonałości (nasze i otaczającej nas rzeczywistości) zostały narzucone nam celowo! I nie ma tu raczej mowy o pomyłce… bo ostatecznie od dawien dawna to lęk przed Bogiem i jego surowymi sankcjami za nieposłuszeństwo są głównymi przyczynami naszego wobec niego uwielbienia. To głupie, ale czcimy kogoś/coś, o czym wcale nie jesteśmy przekonani, a kieruje nami głównie strach – w tej czy innej postaci, ale to właśnie on paradoksalnie związany jest z naszym uwielbieniem i wdzięcznością (chyba głównie za to, że do tej pory nie spłonęliśmy w ogniu piekielnym… i jeszcze za to, że sąsiedzi mają gorzej). No ale odszedłem od tematu. Nienawiść – równie mocna jak miłość, z tym że tą drugą zagłusza codzienność i tzw racjonalne myślenie, łatwo odsunąć ją na bok, bo czasem przeszkadza i na pewno nie pomnaża dóbr doczesnych… natomiast nienawiść…. ooooo – ta potafi być wieeeeeeeelka i żywi się niemal wszystkim! Raz nabyta -ciężka do przezwyciężenia. Pielęgnujemy ją mimowolnie i paradoksalnie daje nam radość – krótkotrwałą, płytką i prymitywną, ale zawsze. Miłość niestety częściej uwiera i przeszkadza, dlatego zarzucamy się mnóstwem „niezbędnych do życia” gadżetów, biegamy za kasą i karmimy się całą chmarą byle jakich przyjemności i nie mamy już czasu ani chęci na odczuwanie czegoś głębszego, czegoś co jest piękne, ale i delikatne… i wymaga pielęgnacji i odrobiny „dawania”, zamiast ciągłego brania. Niestety, w naszym konsumpcyjnym świecie zbudowanym na reklamie, pięknych domach, wysokich aspiracjach i wszechobecnym pieniądzu wszystko staje się towarem – ludzie i ich uczucia (a w zasadzie ich konsumpcyjne suplementy) także. Miłość ginie. Dobro jest na sprzedaż… zło i nienawiść gratis.

Człowiek – brzmi dumnie… ale jakoś tak byle jak. Nie cieszę się, że nim jestem, nie cieszę nawet tym, że w ogóle jestem. Nie umiem zabić uczuć… ani tych dobrych, ani złych. Teoretycznie bez dobrych się można obejść, ale ja akurat mam wadę produkcyjną i wierzę w dobro… wierzę w prawdziwą przyjaźń i czystą, nieraniącą miłość… wierzę, choć to utopia. No i próbuję kawałek po kawałku tego tortu z życia, który mi tu podano i jest mi coraz bardziej mdło… cofki powstrzymuję następnym kęsem w nadziei, że się uda, aż w końcu któryś z tych przesłodzonych kawałków utknie mi w gardle na dobre…

Ja już nic nie chcę… tylko zasnąć i zniknąć.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | Skomentuj