Uczucia, to coś co ma być w nas szczególne, co ponoć odróżnia nas od reszty otaczającego ekosystemu… ciekawe. Bardzo interesujące wręcz, dlaczego właściwie odmawiamy ich zwierzętom – prawdopodobnie dlatego, że chcemy być od nich lepsi. A co to jest?… Jak je odczuwamy?… Wszyscy znamy strach czy radość, ale przecież nie możemy ich odmówić zwierzętom… ba! niektóre badania nawet wskazują, na reakcje roślin mogące świadczyć iż odczuwają one pewną formę tych doznań… a więc w czym jesteśmy szczególni?…

To też uczucie... i stan permanentny.
Miłość – chyba już nie wiem co to dokładnie jest (a kiedyś myślałem, że wiem) – uczucie intensywne, o sprecyzowanym (zazwyczaj) kierunku, wielkiej mocy i łatwo poddające się wszelkim mutacjom i zwyrodnieniom. Czy zwierzęta to odczuwają, czy też uczucie to jest im obce?… my – ludzie – twierdzimy usilnie, że to co nas urzeka w zachowaniu zwierząt to zwykle przywiązanie, ale wydaje mi się, że nie do końca i tak jak ludzie – zwierzęta potrafią się przywiązać, ale potrafią też prawdziwie kochać… i to całkiem bezinteresownie (pojęcie nieznane znacznej części społeczeństwa). Wszyscy znamy historie o chorych czy umierających ludziach, przy których czuwały ich pupile, niejednokrotnie aż do śmierci głodowej, o poświęceniu zwierząt przy ratowaniu lub obronie swojego „pana”… Hehe.. PANA – tak się nazwaliśmy… sami. Jest jeszcze nienawiść – uczucie bardzo podłe i… to prawdopodobnie jest tym, co odróżnia nas od zwierząt (jak już tak bardzo chcemy). Potrafimy nienawidzić jak chyba nic we wszechświecie. Sztuka nienawiści jest uprawiana i pielęgnowana przez całe pokolenia i chyba nikt z nas nie może się szczycić jej brakiem… nawet Bóg – bo chyba musiał nas bardzo nienawidzić obdarzając tak pokręconą świadomością i każąc nam tu żyć… ponoć jest wszechmocny – a skoro tak, to znaczy, że wszelkie niedoskonałości (nasze i otaczającej nas rzeczywistości) zostały narzucone nam celowo! I nie ma tu raczej mowy o pomyłce… bo ostatecznie od dawien dawna to lęk przed Bogiem i jego surowymi sankcjami za nieposłuszeństwo są głównymi przyczynami naszego wobec niego uwielbienia. To głupie, ale czcimy kogoś/coś, o czym wcale nie jesteśmy przekonani, a kieruje nami głównie strach – w tej czy innej postaci, ale to właśnie on paradoksalnie związany jest z naszym uwielbieniem i wdzięcznością (chyba głównie za to, że do tej pory nie spłonęliśmy w ogniu piekielnym… i jeszcze za to, że sąsiedzi mają gorzej). No ale odszedłem od tematu. Nienawiść – równie mocna jak miłość, z tym że tą drugą zagłusza codzienność i tzw racjonalne myślenie, łatwo odsunąć ją na bok, bo czasem przeszkadza i na pewno nie pomnaża dóbr doczesnych… natomiast nienawiść…. ooooo – ta potafi być wieeeeeeeelka i żywi się niemal wszystkim! Raz nabyta -ciężka do przezwyciężenia. Pielęgnujemy ją mimowolnie i paradoksalnie daje nam radość – krótkotrwałą, płytką i prymitywną, ale zawsze. Miłość niestety częściej uwiera i przeszkadza, dlatego zarzucamy się mnóstwem „niezbędnych do życia” gadżetów, biegamy za kasą i karmimy się całą chmarą byle jakich przyjemności i nie mamy już czasu ani chęci na odczuwanie czegoś głębszego, czegoś co jest piękne, ale i delikatne… i wymaga pielęgnacji i odrobiny „dawania”, zamiast ciągłego brania. Niestety, w naszym konsumpcyjnym świecie zbudowanym na reklamie, pięknych domach, wysokich aspiracjach i wszechobecnym pieniądzu wszystko staje się towarem – ludzie i ich uczucia (a w zasadzie ich konsumpcyjne suplementy) także. Miłość ginie. Dobro jest na sprzedaż… zło i nienawiść gratis.
Człowiek – brzmi dumnie… ale jakoś tak byle jak. Nie cieszę się, że nim jestem, nie cieszę nawet tym, że w ogóle jestem. Nie umiem zabić uczuć… ani tych dobrych, ani złych. Teoretycznie bez dobrych się można obejść, ale ja akurat mam wadę produkcyjną i wierzę w dobro… wierzę w prawdziwą przyjaźń i czystą, nieraniącą miłość… wierzę, choć to utopia. No i próbuję kawałek po kawałku tego tortu z życia, który mi tu podano i jest mi coraz bardziej mdło… cofki powstrzymuję następnym kęsem w nadziei, że się uda, aż w końcu któryś z tych przesłodzonych kawałków utknie mi w gardle na dobre…
Ja już nic nie chcę… tylko zasnąć i zniknąć.